Bruksela i globalny gigant zainteresowani pomysłem polskiej firmy. Pokaże to, co dziś ukryte

Od lądowania pierwszego człowieka na Księżycu w lipcu tego roku minęły 54 lata. Globalni miliarderzy toczą biznesowy wyścig o to, kto stworzy najlepszą ofertę kosmicznej turystyki, a kolejne firmy tworzą scenariusze górnictwa na Księżycu.

W tym samym czasie biznes działający na Ziemi potrafi tracić gigantyczne pieniądze, bo wciąż nie wiemy dokładnie, co znajduje się pod naszymi stopami.

Wiedzą o tym Holendrzy, którzy 1 października zamkną wydobycie na jednym z kluczowych dla Europy pól gazowych Groningen. Wszystko przez lekceważenie, co udowodniło parlamentarne dochodzenie, sygnałów o tym, że eksploatacja negatywnie wpływa na stabilność gruntu w okolicznych miejscowościach. Wstrząsy i zapadliska, a nawet trzęsienia ziemi od lat były zmorą mieszkańców.

Co jest pod ziemią? Problemy mamy także w Polsce

Przykładów nie trzeba jednak szukać tak daleko. Wystarczy wspomnieć o sytuacji w Trzebini czy zamknięciu dopiero co zbudowanej za 7,5 mln zł obwodnicy Bolesławia. W obu przypadkach przyczyna jest ta sama — zapadliska będące efektem podnoszenia się wód gruntowych po wstrzymaniu działalności okolicznych kopalni.

Skutki braku pełnej wiedzy o tym, co znajduje się pod ziemią, odczuwają też mieszkańcy Koszalina, czekający na obwodnicę miasta, która miała zostać oddana do użytku w 2018 r. Najnowszy termin to II kw. 2024 r. Wszystko przez nietypową strukturę gruntu, której nie wykazały wiercenia. Okazało się bowiem, że na planowanym przebiegu trasy niewiele poniżej poziomu wierceń (te wykonano do głębokości 4 m) znajdował się drugi poziom wodonośny. W dodatku pojawiły się tam wypływy artezyjskie zalewające plac budowy. W efekcie poza sześcioma latami opóźnienia, konieczne jest zbudowanie 800 m estakady, by poprowadzić drogę nad torami, nie pod nimi, jak pierwotnie planowano.

Problematyczne miejsce na budowie S6, gdzie powstają estakady, którymi poprowadzona zostanie droga
Problematyczne miejsce na budowie S6, gdzie powstają estakady, którymi poprowadzona zostanie droga

Równie „widowiskowym” problemem potrafią być remonty w miastach. Odczuł to każdy, kto w ostatnich kilkunastu latach próbował z Krakowa dojechać na lotnisko Balice. Remont ul. Królowej Jadwigi trwał łącznie dwie dekady. W trakcie prac wykonawcy znaleźli m.in. stary cmentarz, którego nie było na mapach. Drogowcy mierzyli się także z podziemnymi instalacjami, których również nie było na mapach. W przeszłości ktoś zapomniał lub postanowił ich nie zgłaszać.

Mapy są, ale z nie wszystko się zgadza

Budowlaniec, który od kilkunastu lat pracuje przy dużych inwestycjach, w rozmowie z BI Polska potwierdza, że mapy owszem istnieją, ale z ich jakością bywa różnie.

Na dostępnych mapach w zasadzie możemy sprawdzić tylko, czy w miejscu prac nie przebiega jakiś gazociąg przesyłowy. Pozostałe informacje potrafią być loterią. Zwłaszcza w miastach. Nie wszyscy w przeszłości zgłaszali podpięcia do sieci. Mogło zdarzyć się, że zmiany nanoszono dopiero po fakcie i instalacje są w rzeczywistości kilka metrów dalej niż na mapie — mówi.

Im starsze miasto, tym problem jest większy – dodaje.

Okazuje się, że te publicznie dostępne mapy to fikcja nie tylko w Polsce. Z tym samym problemem mierzy się Nvidia, m.in. w ramach swojego projektu Nvidia Metropolis. Pomysł na rozwiązanie ma polska firma Widmo, która stworzyła innowacyjny georadar zmieniający nieco sposób korzystania z tego urządzenia.

Zobacz też: Istnieją trzy takie urządzenia. Jedno jest na Marsie, dwa mają Polacy

— Widmo działało w jednym z akceleratorów tej firmy – Nvidia Inception. Podczas rozmów o możliwości wykorzystania naszego radaru przedstawiciele koncernu wprost powiedzieli, że jakość dostępnych na całym świecie map jest tak słaba, że ich digitalizacja nie ma sensu i poważnie rozważają stworzenie ich na nowo — mówi Mirosław Trześniowski, CEO Widmo, zauważając, że pozyskanie informacji o tym, co znajduje się na powierzchni, nie stanowi dziś żadnego problemu.

Są zdjęcia lotnicze, dane satelitarne, skany lidarowe, ale również szeroko dostępny jest naziemny skanning laserowy czy nawet dane z czujników samochodów na różnym poziomie autonomii. Problem zaczyna się, gdy próbujemy sprawdzić, co znajduje się zaledwie kilkadziesiąt centymetrów pod powierzchnią. Nie wspominając o tym, co leży głębiej.

To o tyle istotny problem, że, jak szacuje ONZ, do końca 2050 r. nawet ok. 68 proc. ludzkości będzie żyć w miastach.

Współtwórcy Widmo Mirosław Trześniowski i dr hab. Andrzej Kułak
Współtwórcy Widmo Mirosław Trześniowski i dr hab. Andrzej Kułak

Google Street View, ale spod ziemi

— Takich wiarygodnych danych spod powierzchni dla całych miast po prostu nigdzie nie ma — wskazuje i tłumaczy, w jaki sposób polska firma może zmienić ten stan rzeczy.

Usługa Widmo Cities ma działać na zasadzie podobnej do Google Street View. Firma zainstaluje swoje radary na pojazdach, które będą objeżdżać miasta, skanując to, co jest pod powierzchnią. W efekcie zostaną stworzone precyzyjne mapy, sięgające kilkudziesięciu metrów poniżej powierzchni, obejmujące nie tylko elementy infrastruktury technicznej, ale też budowę gruntów. Dzięki masowości pozyskiwania danych i coraz niższym kosztom rozwiązań chmurowych, informacja ta ma być do tego tania.

— Wykorzystując technologię SGPR, będzie można pozyskiwać bardzo dokładne dane przy stosunkowo niewielkich kosztach. Dla miast i inwestorów te informacje mogą okazać się jednak bezcenne – wskazuje, przypominając historię remontu ul. Królowej Jadwigi w Krakowie, gdzie ekipy co rusz natrafiały na instalacje i przyłącza, których próżno było szukać na mapach, co skutkowało wielokrotnym przekładaniem terminu realizacji i znacznym wzrostem kosztów.

Pomysł na działanie Widmo Cities
Pomysł na działanie Widmo Cities

Bruksela mówi polskiemu pomysłowi: „tak”

Pomysł polskiej firmy został doceniony także w Brukseli. Spółka otrzymała 5,5 mln euro z unijnego programu EIC Accelerator na rozwój Widmo Cities. Już dziś przedsiębiorstwo finalizuje ustalenia dotyczące skanowania podpowierzchniowego z włodarzami dwóch polskich miast, ale również z Shimizu Corporation — japońskim gigantem z obszaru budownictwa infrastrukturalnego. Firma analizuje możliwość dostarczania nie tylko danych „na zamówienie”, ale też stworzenie portalu, gdzie możliwy będzie zakup danych dla poszczególnych miast lub ich fragmentów.

Poza skanowaniem miast Widmo widzi także szansę dla siebie między innymi w badaniu ryzyka związanego z geologią jak np. potencjalne zapadliska, z czym mierzy się dziś choćby Trzebinia. Brak takich badań i danych widać także na przykładzie obwodnicy Bolesławia. Droga zapadła się dwa miesiące po oddaniu i nic nie wskazuje na to, by miała zostać ponownie otwarta — w ciągu kilku lat i tak zostałaby zalana.

Źródło https://businessinsider.com.pl/biznes/bruksela-i-globalny-gigant-zainteresowani-pomyslem-polskiej-firmy-widmo-pokaze-to-co/98x2hdq

Popularny