Mamy problem. Nie da się zabezpieczyć – jeden z najbogatszych Polaków o sztucznej inteligencji

Mikołaj Kunica, redaktor naczelny Business Insider Polska: Obserwując pana strategiczną decyzję o wyborze partnera dla dalszej ekspansji, można odnieść wrażenie, że bardziej boi się pan warszawskiej giełdy niż inwestora z tak kontrowersyjnego kierunku, jak Chiny. Dlaczego?

Paweł Marchewka, twórca i właściciel Techlandu: Strategiczny inwestor daje nam więcej niż giełda, która z definicji dostarcza jedynie środków finansowych. Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że mamy dobrą płynność. Owszem w przeszłości zastanawialiśmy się nad ścieżką giełdową, ale nawet kilka lat temu własne zasoby pozwalały nam realizować najważniejsze projekty firmy. Mam tu na myśli pracę nad takimi grami jak Dying Light. Po premierze jej drugiej edycji nic się nie zmieniło. Dying Light 2 jest ogromnym sukcesem. Przebiliśmy wyniki pierwszej części gry. —Oczywiście jesteśmy ambitni, chcemy realizować coraz większe rzeczy. Dlatego nie szukaliśmy pieniędzy, ale czegoś, co pozwoli nam przejść na zupełnie nowy poziom. Z tej perspektywy debiut giełdowy był pomocną opcją ze względu na możliwość uzyskania rynkowej wyceny Społki i wykreowania wartości dla naszych pracowników w postaci programu motywacyjnego umożliwiającego preferencyjny zakup akcji firmy i płynność tych akcji. Ale jesteśmy w stanie stworzyć taki program także z inwestorem branżowym, jakim jest Tencent.

Czyli wasi pracownicy dzięki mariażowi z Tencentem zostaną milionerami?

Mają na to realną szansę. Oczywiście wszystko zależeć będzie od wpływu, pracy i udziału w rozwoju organizacji. Część ambitnych osób na pewno na tym skorzysta. Oczywiście mówimy o planie na przyszłość.

Co jeszcze oznacza zakup większościowego udziału w firmie przez chiński Tencent?

Najważniejszy jest dla nas dostęp do unikalnej wiedzy, narzędzi oraz ogromnego i bardzo perspektywicznego rynku azjatyckiego.

Mam wrażenie, że warszawski parkiet przeżywa gorsze chwile. Obserwujemy serię delistigów przy jednoczesnym braku spektakularnych debiutów. Podejrzewam, że prezes GPW mógł mocno liczyć, na to, że Techland wybierze ścieżkę IPO w Warszawie? Rozmawiał z panem na ten temat?

Były chyba jakieś sugestie, żeby to razem zrobić. Przez jakiś czas giełdowa ścieżka również była otwarta, bo nie wiedzieliśmy, w jakim stopniu opcja strategicznego inwestora branżowego będzie skuteczna. W pewnym momencie wszystko się wyjaśniło i następnie sprawy potoczyły się już dosyć szybko w kierunku wybrania strategicznego partnera.

Zobacz też: Nasz gospodarczy złoty wiek cały czas trwa – przekonuje waszyngtoński ekonomista, ale ostrzega przed ryzykiem

Jaką firmą według pana jest wasz nowy partner? Ja postrzegam Tencent jako chińską odpowiedź na biznes rozwijany przez właściciela m.in. Facebooka, a więc koncern technologiczny Meta. To w jakimś sensie równoległa rzeczywistość świata cyfrowego stworzonego na potrzeby chińskiego miliardowego konsumenta.

To jest na pewno największy i najlepszy partner, jakiego moglibyśmy sobie wybrać. Równoległa rzeczywistość, o której pan wspomniał, dzięki transakcji staje przed nami otworem, a to oznacza gigantyczny potencjał. Oczywiście można się zastanawiać nad tym, jakie zasady i normy w tej rzeczywistości obowiązują. Wolałbym pewnie, żeby świat był jednolity a narzędzia uniwersalne. Funkcjonował jeden uniwersalny YouTube. Prawda jest taka, jaka jest. Nie ma jednego Facebooka, czy Google’a. Inny jest w świecie Zachodu, inny w Chinach. Dzięki współpracy z chińskim partnerem dostajemy klucze do tych równoległych światów i dzięki temu nasze gry mogą się jeszcze lepiej sprzedawać na tych rynkach.

Tencent nie ma nieposzlakowanej reputacji. Fundusze inwestujące w zgodzie z celami ESG (inwestujące z poszanowaniem kryteriów środowiskowych, społecznych i ładu korporacyjnego) w ciągu ostatnich miesięcy pozbyły się akcji Tencent Holdings o wartości ponad 1 mld dol. z powodu obaw dotyczących chińskiej cenzury, inwigilacji i ryzyka regulacyjnego. Jak pan do tego podchodzi?

Mam tego świadomość, ale jestem spokojny o przyszłość Techlandu. Nasza umowa zakłada pełną niezależność. Zresztą Tencent ma parę podobnych spółek, zwłaszcza w USA, gdzie musiał zaakceptować szereg ograniczeń w zakresie tego, w co może, a w co nie może ingerować. Dobrym przykładem może być Riot Games, jeden z największych na świecie producentów gier (to oni stoją za „League of Legends” i „Valorant”). To ogromna amerykańska firma, która działa niezależnie, mimo że obecnie Tencent ma sto procent udziałów. Co więcej, przed transakcją rozmawiałem z prezesami Riot Games oraz kilkoma prezesami kilku innych firm działających w podobnej konstelacji z Tencentem. Usłyszałem bardzo pozytywne rzeczy.

Nie było żadnego wpływu czy prób ingerowania w kulturę organizacji lub strategię. Nawet w nieco słabszym okresie dla Amerykanów, kiedy nowa gra, „Valorant”, opóźniała się, mogli liczyć na pomoc i wsparcie. Wszystkie ustalenia zostały dotrzymane. Dla tego inwestora istotna jest perspektywa. To bardzo cierpliwy kapitał.

O jaką stawkę toczy się dziś globalna gra na rynku gier? A może nawet szerzej, jaki jest big picture starcia cyfrowych potęg? Widać dwa bieguny. Na szczycie pierwszego są Stany Zjednoczone i gospodarki zachodnie, liderem drugiej strony są Chiny, które próbują przenikać, poszerzać obszar swoich wpływów m.in. za pomocą takich projektów jak wymyślona przez komunistyczne władze w Pekinie Inicjatywa Pasa i Drogi, w co wpisuje się chyba w strategię akwizycji takich firm jak Tencent. Wiele krajów w tym Polska dało się na ten plan złapać, ale dziś widać już wyraźny odwrót, czego przykładem może być piwot, jaki za namową Amerykanów wykonał nowy włoski rząd. Czy Techland nie będzie tylnym wejściem dla chińskich technologii do zachodniej gospodarki?

W warunkach transakcji zawarte są liczne i solidne ograniczenia. Mamy niezależność. Tencent jest partnerem inwestycyjnym. Wynegocjowaliśmy szereg korzyści, jak, dostęp do technologii mobilnych, czy szeregu narzędzi analitycznych. Korzystamy z tego, że mamy dużego partnera dystrybucyjnego nie tylko w Chinach, ale w całej Azji i w ten sposób możemy docierać do większej liczby graczy, co jest najważniejsze.

Zobacz też: Rossmann zamyka pewną epokę. Będzie zmiana na kluczowym stanowisku

Chociaż jestem bardzo dumny z tego, co osiągnęliśmy jako niezależne studio, myślę, że najlepsze jeszcze przed nami. Połączenie sił z Tencent pozwoli nam wrzucić najwyższy bieg”. Co mówiąc to, ma pan konkretnie na myśli? Jakie jest miejsce w światowej mapie gamingu dla firmy z Wrocławia?

Do czasu podpisania umowy, Techland był spółką, która zatrudniała 450 osób. Teraz będziemy firmę mocno skalować. Tencent ma kilkadziesiąt studiów pracujących na całym świecie, które są do naszej dyspozycji. Rozmawiamy o tym, żeby równolegle produkować kilka projektów. Nie ograniczać się do naszych wewnętrznych zasobów. Pozwoli to w znaczącym stopniu zwiększyć siłę produkcyjną Techlandu. Możemy produkować dwie duże gry równocześnie. Uzyskamy znaczące większe wsparcie już po samym wydaniu kolejnych gier i mam tu na myśli usługę Games as a Service. Dodatkowo zamierzamy rozwijać się w nowym obszarze, przenoszenia naszych produkcji na urządzenia mobilne. Słowem, otwiera się przed nami wiele przedsięwzięć, na które sami byśmy się nie rzucili. Proszę tylko nie traktować tego jako zapowiedź, że powstanie mobilna wersja „Dying Light”. To tylko jeden z możliwych kierunków natarcia, hipotetyczna sytuacja, pozwalająca opisać, na czym skalowalność biznesu może polegać.

Techland celuje w nowy gatunek

Słyszałem, że chce pan wejść w nowy gatunek, fantasy.

Tak. W naszej karierze dostarczaliśmy już wiele gatunków. Piętnaście lat temu zwodowaliśmy gry z gatunku westernów, z całą serią „Call of Juarez”. Robiliśmy gry rajdowe, wyścigowe, strategiczne, science fiction. Teraz przyszedł czas na fantasy. To kwestia kilku lat, ale ciężko precyzyjnie powiedzieć dziś, czy mówimy o perspektywie roku, dwóch czy raczej trzech.

A co z serią „Dying Light”, będzie trzecia edycja?

Nie mogę tego powiedzieć. Te informacje nie są jeszcze publiczne.

Paweł Marchewka podczas imprezy zorganizowanej z okazji zajęcia przez grę Dying Light pierwszego miejsca na liście bestsellerów w USA i Europie oraz rekord sprzedaży w segmencie Horror Survival
Paweł Marchewka podczas imprezy zorganizowanej z okazji zajęcia przez grę Dying Light pierwszego miejsca na liście bestsellerów w USA i Europie oraz rekord sprzedaży w segmencie Horror Survival | Bartłomiej Kudowicz / Forum Polska Agencja Fotografów

Jakie są według pana obecnie najciekawsze trendy w światowym biznesie gamingowym?

Co kilka lat pojawia się jakiś trend. W tej chwili najbardziej interesuje nas „Extraction” oraz nowe formaty rozrywki PvP (Player versus Player), gdzie gracze konkurują ze sobą w czasie rzeczywistym.

Kolejnym ciekawym zjawiskiem jest wspominany już mobile. To coraz większy segment rynku. Gry, które kiedyś istniały tylko na duże konsole lub komputery, nagle przenosi się na smartfony. Ciekawe, że doszliśmy do takiego momentu, w którym na telefonie ludzie są w stanie zagrać np. w Call of Duty Coś nie do pomyślenia jeszcze parę lat temu.

„Dalszy rozwój AI jest na pewno groźny”

Dwa lata temu rozmawialiśmy o wirtualnej rzeczywistości. Przekonywał pan, że to nie jest najważniejsza technologia, którą warto rozwijać. Chyba miał pan rację, dlatego zapytam, co pan sądzi o przyszłych zastosowaniach AI?

W to akurat wierzę, to jest ciekawy kierunek. Już bardzo mocno zwiększa produktywność choćby w naszej branży i to z nami zostanie. Jest dużo dosyć prostych lub umiarkowanie skomplikowanych zadań, które swobodnie może przejąć algorytm AI.

A patrząc szerzej, czy sądzi pan, że sztuczna inteligencja generalnie zmieni nasz świat? Nie tylko to, jak tworzymy gry, rozwijamy biznes, ale fundamentalnie, to jak żyjemy, organizujemy społeczeństwo i gospodarkę?

Niemal w każdej branży się coś wydarzy. W większości modeli biznesowych jest miejsce na sztuczną inteligencję. W tym momencie trudno powiedzieć, co dokładnie się zmieni, natomiast bez wątpienia AI się upowszechni. Na przykład w moim biznesie dotychczas, aby stworzyć zaawansowaną grę, musimy dysponować ogromnymi zespołami. Kiedy większość funkcji przejmie algorytm, sztuczna inteligencja będzie w czasie rzeczywistym generowała kolejne światy. Dwie, trzy osoby będą w stanie tworzyć gry o nieskończonej długości.

Niektórzy eksperci, guru BigTechu twierdzą, że to technologia przełomu i jednocześnie przestrzegają przed jej rozwijaniem, mówiąc nawet o śmiertelnym zagrożeniu dla homo sapiens.

Czy jest się czego bać? Słuchając Elona Muska, myślę, że tak. Słuchając Billa Gatesa, myślę, że nie. Jeśli mam na coś postawić, to na obawy Muska. Sądzę, że to on ma rację, a nie Bill Gates. Dalszy rozwój AI jest na pewno groźny. Pytanie, jak to się skończy. Hodujemy sobie rasę inteligentniejszą od naszej, która jest w stanie kopiować się i multiplikować na dowolne urządzenia. Żebym ja swoją wiedzę mógł przekazać komuś innemu, potrzebuję lat. AI wystarczy, że będzie miała szeroki kabel i drugą maszynę i za chwilę już jest ich „dwóch”. Za kolejną chwilę — 2 tys. i każdy z nich może się nieskończenie szybko uczyć innej branży, po czym wymienić się swoją wiedzą w ciągu ułamków sekund. Możliwości są ogromne. Oczywiście w tej chwili jeszcze ich wnioskowanie jest gorsze niż wyjątkowo inteligentnego człowieka, ale jest coraz więcej prac, w których człowiek już nie jest w stanie pokonać AI.

Świat już bardzo poważnie mówi o wprowadzeniu regulacji ograniczających rozwój tej technologii.

To jest jedna z tych rzeczy, przed którymi nie można się zabezpieczyć. Dlatego, że jest nieskończona ilość ludzi na świecie, którzy mają swoje ambicje i oni chcą tu i teraz wyprzedzić innych, nie patrzą na konsekwencje, do czego to dalej doprowadzi. To jest tak jak z tym żartem o niedźwiedziu. Gdzieś na Alasce podniesiono IQ niedźwiedzia do 50. Jest bardzo przydatny. Nosi skrzynki w magazynie. Super. Mało tego. Naukowcy mówią, że wiedzą, jak podnieść mu IQ dalej do 200. Nie chcielibyśmy ważącego pół tony misia mądrzejszego od połowy ludzkości. Niestety, jak wiemy, podekscytowanym naukowcom jest się ciężko w odpowiednim momencie zatrzymać.

——

Paweł Marchewka. Twórca i właściciel Techlandu, światowego producenta gier komputerowych. W roku 2023 r. wartość jego majątku osiągnęła rekordowe 8,345 mld zł, dając mu 5. pozycję na liście 100 najbogatszych Polaków według miesięcznika „Forbes”. W porównaniu z rokiem 2022 majątek Marchewki urósł ponad dwukrotnie. Pod koniec lipca 2023 r. rynkiem technologicznym wstrząsnęła informacja, że Paweł Marchewka pozyskal strategicznego partnera (pakiet 67 proc.) chińskiemu Tencentowi. Wartości transakcji nie ujawniono, ale według różnych szacunków w grę wchodzi kwota 2-3 mld dolarów. Tylko w 2022 roku Techland miał 1,12 mld zł przychodu i 747 mln zł zysku netto. Tytułem dywidendy z tego zysku do właściciela trafiło 235 mln zł.

Rozmawiał Mikołaj Kunica, redaktor naczelny Business Insider Polska

Źródło https://businessinsider.com.pl/biznes/mamy-problem-nie-da-sie-zabezpieczyc-jeden-z-najbogatszych-polakow-o-sztucznej/v4np4mq

Popularny