Ostatnie tygodnie prezesa PGE. Taki ma przekaz dla nowego rządu

Barbara Oksińska, dziennikarka Business Insider Polska: Jest pan już spakowany?

Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiej Grupy Energetycznej: Nie, nie jestem spakowany. Pracujemy normalnie, realizujemy konsekwentnie naszą strategię. Mamy rozpoczętych wiele koniecznych dla polskiej energetyki inwestycji. W tym roku nakłady będą rekordowe, jak dotąd wydaliśmy już 7 mld zł na inwestycje, a to o 80 proc. więcej niż przed rokiem w tym samym okresie. Z tego 3 mld zł wydaliśmy na obszar dystrybucji energii, czyli o 250 proc. więcej rok do roku. Pędzimy z projektem farm wiatrowych, z projektem jądrowym. Tak więc firma funkcjonuje normalnie.

Oczywiście, pracując w firmie z większościowym udziałem Skarbu Państwa, naturalne jest, że działamy w sekwencjach czteroletnich i trzeba zawsze zakładać, że zmiana rządu wiąże się ze zmianami w spółkach. Myślę, że z możliwością odwołania liczy się każdy, kto podejmuje się tej pracy.

Pan omal nie stracił w tym roku stanowiska po tym, jak ogłosił aktualizację strategii PGE, która okazała się zbyt zielona dla zwolenników energetyki węglowej. Żałuje pan tego, że po naciskach odwołał pan tę zieloną strategię?

Zielona strategia nie została odwołana.

To jak to nazwać?

Nasza strategia z 2020 r. jest konsekwentnie realizowana. Ogłosiliśmy ją zaledwie sześć miesięcy po tym, gdy przyszedłem do spółki. Jako pierwsi przyjęliśmy plan odejścia od węgla do 2050 r. i dzisiaj to realizujemy.

Ale chciał pan tę transformację przyspieszyć, chociażby w obszarze ciepłownictwa.

Aktualizacja była ściśle związana z powołaniem Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, do której trafić miały aktywa węglowe koncernów energetycznych. Niestety kalendarz wyborczy spowodował, że zabrakło jednego posiedzenia Sejmu, by ostatecznie przegłosować ustawę, która dawałaby bankom finansującym NABE państwowe gwarancje. Był to niezbędny krok dla całego procesu. Ale transformacja jest realizowana, czego przykładem są nasze zwiększone wydatki na inwestycje.

A jeśli NABE w ogóle nie powstanie, to jak PGE sobie poradzi?

Wydzielenie aktywów węglowych z koncernów musi nastąpić, bo to jest kwestia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Bez tego nie dokona się transformacja energetyczna. Słyszę pomysły polityków, że można tak wydzielić te aktywa, by każda elektrownia stanowiła oddzielną spółkę. Jest to niebezpieczna koncepcja, ponieważ poszczególne elektrownie się nie utrzymają i będą musiały być wcześniej zamykane, niż wynika to z harmonogramów. Niektóre już teraz są nierentowne.

NABE, które miało zarządzać wszystkimi elektrowniami węglowymi i kopalniami węgla brunatnego, to był bardzo przemyślany projekt, wynegocjowany z bankami i już gotowy do realizacji. Nie musimy nazywać tego NABE, ale proces wydzielenia musi się dokonać. Jeśli dojdzie do zmiany rządu, to osoby, które przejmą odpowiedzialność za polską energetykę, po zapoznaniu się z prognozami finansowymi spółek energetycznych przyznają, że ta koncepcja jest słuszna. Jeśli pozostawimy węglowe aktywa w koncernach, to nie pozyskają one środków na inwestycje. Nie ma na to szans.

Dwa najnowsze bloki na węgiel kamienny w Elektrowni Opole, należącej do PGE.
Dwa najnowsze bloki na węgiel kamienny w Elektrowni Opole, należącej do PGE. | PGE

A pomysł wydzielenia z koncernów spółek dystrybucyjnych jest realny?

Jest to całkowicie błędna koncepcja, działająca na szkodę polskiej energetyki. Realizacja tego pomysłu wpłynęłaby na osłabienie spółek energetycznych, w których zostałyby OZE, ciepłownictwo i handel energią. Moim zdaniem energetyka powinna się konsolidować, a nie dzielić, by sprostać wyzwaniom rynku. W ciepłownictwie też są ogromne potrzeby inwestycyjne, konieczna jest tam dekarbonizacja, czyli zamiana węgla na gaz, bo dziś nie ma takiej technologii OZE, która pozwoliłaby ogrzewać duże miasta. Koncerny muszą być silne, by móc to wszystko sfinansować.

Zwolennicy pomysłu wydzielenia spółek dystrybucyjnych mówią natomiast: nie może być tak, że grupa energetyczna z jednej strony buduje instalacje OZE, a z drugiej zarządza sieciami i decyduje, które projekty mogą zostać do nich przyłączone. Dziś uzyskanie warunków przyłączenia do sieci np. farmy słonecznej to jest ogromne wyzwanie, bo infrastruktura jest już przeciążona.

To nie jest prawda, że koncerny blokują innym inwestorom przyłączanie instalacji do sieci i tylko dla swoich spółek wydają korzystne decyzje. Do sieci PGE Dystrybucja przyłączanych jest wiele prywatnych projektów. Kluczem do rozwiązania problemów jest modernizacja sieci, by w przyszłości przyłączali się do niej wszyscy, którzy tego chcą, oczywiście z poszanowaniem prawa i interesu społecznego.

Zapchane sieci

Dlaczego duże koncerny energetyczne nie zadbały wcześniej o odpowiedni rozwój sieci? Przecież biznes dystrybucyjny od lat przynosił im największe zyski. Może te ogłaszane teraz superwydatki na ten cel trzeba było uruchomić wcześniej?

Potrzeby inwestycyjne są ogromne. Na całą transformację Polska potrzebuje ponad 1 bln zł. Takich zdolności polskie banki nie mają. Finansowanie w takiej skali mogą pozyskać tylko silne i stabilne podmioty na międzynarodowym rynku finansowym. My konkurujemy o ten globalny kapitał z naszymi zagranicznymi konkurentami. W PGE wydaliśmy w tym roku na rozwój sieci ponad 250 proc. więcej niż przed rokiem. Inne koncerny też zwiększają nakłady. A pamiętajmy, że robimy to z własnych środków. To wszystko to jest długi proces, bo nie możemy przerzucać wszystkich kosztów transformacji na klientów i windować cen energii.

Niestety sieci są przestarzałe, dlatego od kiedy jestem w spółce wydajemy duże pieniądze na rozwój tego segmentu. Nie zgodzę się natomiast z tym, że mamy w Polsce problem z rozwojem OZE, bo jednak jesteśmy jednym z liderów, jeśli chodzi o rozwój zielonej energii. PGE w ostatnich czterech latach zwiększyła o 50 proc. moc wytwarzania OZE. Polska jest liderem w Europie, jeśli chodzi o budowę fotowoltaiki i pomp ciepła. Wielokrotnie słyszę to z ust polityków w Brukseli, którzy gratulują Polsce takich wyników. Mówimy oczywiście o energetyce rozproszonej, o osobach indywidualnych, które inwestują w te rozwiązania, ale to się składa na całość inwestycji w odnawialne źródła.

A dlaczego to nie koncerny energetyczne, które mają największe zasoby finansowe i kompetencje, nie rozpoczęły tego zielonego boomu? Przecież jeszcze niedawno popularne sieci handlowe Dino czy Biedronka miały więcej paneli słonecznych niż PGE.

Porównywanie do energetyki rozproszonej jest nie do końca sprawiedliwe i adekwatne. Bo większość koncernów energetycznych w Europie też ma mniejsze moce w OZE niż energetyka rozproszona. Cieszę się, że mamy wysoce rozwiniętą energetykę prosumencką, że firmy zrozumiały, że trzeba się transformować, że w OZE inwestują także gospodarstwa domowe. PGE jest ogromnym przedsiębiorstwem i naszym zadaniem jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego. Dlatego w ostatnich latach, oprócz rozwoju OZE, skupialiśmy się także na budowie dużych, stabilnych źródeł energii, takich jak nowe bloki węglowe w Opolu i Turowie albo jak budowa elektrowni gazowej Dolna Odra, która jest największą tego typu inwestycją w Europie.

Oczywiście nie zwalniamy tempa, jeśli chodzi o inwestycje w OZE — jesteśmy największym inwestorem w farmy wiatrowe na Bałtyku, mamy cały program budowy farm słonecznych. Gdy przychodziłem do firmy, mieliśmy 500 MW zainstalowanych w elektrowniach wiatrowych, teraz mamy 800 MW. W farmach słonecznych PGE miała zaledwie 1 MW mocy, a teraz ma 100 MW, a w budowie kolejne 150 MW.

Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo

Polski węgiel będzie potrzebny

Z zielonej energii przejdźmy więc do węgla. Kieruje pan spółką, która jest największym krajowym wytwórcą energii z węgla, i zna pan analizy, jak długo elektrownie węglowe będą w stanie zachować rentowność. Czy pana zdaniem realne jest, by kopalnie węgla w Polsce działały aż do 2049 r.?

Wydaje mi się, że tak, choć pewnie nie wszystkie. Trzeba także wziąć pod uwagę potrzeby ogrzewania indywidualnych gospodarstw oraz ciepłownictwa funkcjonującego w mniejszych miejscowościach, poza grupami energetycznymi. W tych przypadkach węgiel będzie wykorzystywany w dłuższej perspektywie. Jeśli nawet będziemy w Polsce stopniowo zamykać niektóre elektrownie węglowe, to na świecie popyt na węgiel na pewno nie zniknie.

Czyli polskie kopalnie miałyby skupić się na eksporcie? Nie będzie to zbyt drogi węgiel dla zagranicznych odbiorców?

W każdym biznesie koszty trzeba tak kalkulować, by być na rynku konkurencyjnym. Nie możemy dzisiaj wykluczyć, że postęp technologiczny tak przyspieszy, że będziemy mieć za kilka lat rentowne technologie węglowe, które będą wychwytywały CO2. Nie możemy też dziś stwierdzić jednoznacznie, że węgiel w przyszłości będzie całkowicie wyeliminowany. Niemcy otwierają przecież nowe kopalnie na węgiel brunatny, nie wspomnę o tym, co dzieje się w Chinach czy w Indiach. Przyszłość pokaże, co będzie dalej. Dyktat polityki klimatycznej, która czasami nosi znamiona ideologii, może być szalenie niebezpieczny dla ludzi. My zawsze apelowaliśmy o transformację sprawiedliwą, z poszanowaniem interesów społecznych. Jesteśmy zwolennikami rozwoju OZE w Polsce, bo to jedna z dróg do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Jednak, jeśli w przyszłości chcemy odejść od węgla, to podstawową drogą do tego jest energetyka jądrowa.

Atomowe plany PGE

Czy energia z atomu będzie tania?

Na pewno będzie pozbawiona kosztów CO2, a one stanowią dzisiaj aż 40 proc. kosztów produkcji energii. Wiadomo, że w energetyce jądrowej początkowy koszt inwestycji jest wysoki, ale później koszty operacyjne są stosunkowo niskie. Biorąc pod uwagę prognozy w UE i na świecie dotyczące konsekwentnego odchodzenia od węgla, ograniczeń na rynku uprawnień do emisji CO2, braku dostępności już za kilka lat darmowych uprawnień do emisji, to energetyka jądrowa jest jedynym wyjściem i my to realizujemy. Nie mamy czasu, by czekać, by się przyglądać. Polityka UE zmusza nas do tego, byśmy stawiali na technologie niskoemisyjne, przewidywalne, a jedyną taką opcją jest energia jądrowa.

Prezes PGE Wojciech Dąbrowski podczas wizyty w elektrowni jądrowej Shin-Kori w Korei Południowej. Listopad, 2022 r.
Prezes PGE Wojciech Dąbrowski podczas wizyty w elektrowni jądrowej Shin-Kori w Korei Południowej. Listopad, 2022 r. | MAP

Na jakim etapie jest wasz projekt jądrowy, który realizujecie wspólnie z ZE PAK i koreańskim KHNP?

Mamy decyzję zasadniczą dla projektu, którą otrzymaliśmy po 13 miesiącach od podpisania porozumienia między PGE, ZE PAK i KHNP. To ogromny sukces całego zespołu, ale też dowód na dobrą współpracę z naszymi partnerami. Przypomnę tylko, że przy realizacji poprzedniego projektu jądrowego spółka Elektrownie Jądrowe (EJ) potrzebowała aż 13 lat, by uzyskać decyzję zasadniczą. Idziemy zgodnie z harmonogramem.

W tej chwili prowadzimy rozmowy na temat studium wykonalności i chcemy, aby zrobili go Koreańczycy. Do realizacji tej inwestycji powołaliśmy spółkę, w której po 50 proc. udziałów mają PGE i ZE PAK. Docelowo chcemy, żeby do tej spółki dołączył KHNP, przy czym większościowy udział pozostanie w polskich rękach. Koreańczycy wyrażają na to zgodę. Rozmawiamy też na temat finansowania z ponad 50 bankami. One są chętne do wsparcia projektu, ale musimy pamiętać o tym, że jeśli pozostawimy w PGE aktywa węglowe, to finansowanie będzie zdecydowanie droższe.

Konsolidować, nie dzielić

Jaką radę da pan politykom nowej większości Sejmowej, która zapewne wkrótce przejmie władzę w kraju?

Pierwsze działanie, które jest niezbędne, to dokończenie procesu wydzielenia aktywów węglowych. Bez tego nie uda się przeprowadzić transformacji. Następne ważne kwestie to kontynuacja programu jądrowego, żeby móc stabilizować źródła odnawialne, oraz dalszy rozwój OZE, w tym energetyki wiatrowej na morzu. Konieczne jest także zakończenie procesu transformacji ciepłownictwa, który jest na bardzo zaawansowanym etapie. Jednocześnie przestrzegam przed wydzieleniem dystrybucji energii z koncernów. To jest błędna i niebezpieczna koncepcja, która osłabiłaby potencjał polskich firm. Po wydzieleniu aktywów węglowych powinniśmy się konsolidować, a nie dzielić. To jest jedyny kierunek.

Mamy budować monopole?

Budować silne polskie firmy. Dzisiaj mamy otwarty rynek w energetyce. Ważne jest, by polskie firmy potrafiły przeciwstawić się ekspansji inwestorów zagranicznych. Cenimy sobie współpracę z firmami zagranicznymi, ale jestem Polakiem i dla mnie najważniejszy jest rozwój polskich firm i polskiej gospodarki. Uważam, że to jedyny sposób na zbudowanie bezpieczeństwa energetycznego Polski. Mam nadzieję, że ta koncepcja będzie wdrażana niezależnie od tego, kto będzie rządził.

Źródło https://businessinsider.com.pl/biznes/ostatnie-tygodnie-prezesa-pge-taki-ma-przekaz-dla-nowego-rzadu/15x43d5

Popularny